Chiny bez makijażu — recenzja książki
„Chiny bez makijażu” Marcina Jacoby to książka, która zrywa z utartymi schematami i uproszczonym obrazem Państwa Środka. Autor, sinolog i popularyzator wiedzy o Azji, zabiera czytelnika w podróż po najważniejszych zjawiskach współczesnych Chin. To nie jest przewodnik ani zbiór anegdot, lecz próba pokazania, jak naprawdę funkcjonuje kraj, o którym wielu wciąż wie zaskakująco mało.
Nowa perspektywa
Za moich czasów studenckich książka „Chiny bez makijażu” była pozycją obowiązkową. Wszyscy zaczytywaliśmy się w niej i wymienialiśmy przemyśleniami na temat tego, co nas w tych Chinach czeka. Nie jeden student (w tym również i ja) posiłkował się nią podczas pisania prac zaliczeniowych.
W 2020 roku Marcin Jacoby postanowił odświeżyć tę pozycję. Sięgnęłam więc po nią z ogromną ciekawością. Raz, aby zapoznać się z nową treścią. Dwa, aby sprawdzić, jak odbiorę, to co jest w niej napisane, mając obecną wiedzę o Chinach. Wydanie z 2016 roku czytałam jako studentka, która do Chin miała dopiero pojechać. Nowe zaś jako osoba, która związana jest z Chinami od prawie 10 lat, a od 3 mieszka w nich na stałe.
„Chiny bez makijażu” w nowej odsłonie
Książka podzielona jest na 5 części: Tożsamość, Ludzie, Polityka, Gospodarka i społeczeństwo oraz Chiny dla Polaka. Autor zabiera nas w podróż do Państwa Środka, zaczynając od części historycznej. Opowiada także o strukturze języka oraz o tym, jakie zmiany zaszły w chińskim społeczeństwie, a także w polityce wewnętrznej i zagranicznej.
Jak dowiadujemy się w Posłowiu, zmiany w nowym wydaniu dotyczyły przede wszystkim trzech obszarów. Po pierwsze, uaktualniona zostały dane statystyczne. Po drugie, jako że Chiny gwałtownie się rozwijają, zaszło w nich wiele zmian przez te 5 lat, które minęły od publikacji pierwszego wydania, jak chociażby rozwój e-commerce. I po trzecie, niemalże od nowa został napisany rozdział dotyczący polityki zagranicznej. Tym razem autor skupił się na relacjach Chin z USA, które obecnie są kluczowe w polityce zagranicznej Państwa Środka. Nowe wydanie zostało również wzbogacone o treści związane z pandemią COVID-19.
Nie ma jednych Chin
Autor dzieli się z nami wieloma własnymi spostrzeżeniami na temat Chin i chińskiego społeczeństwa. Swój pogląd na Chiny zbudował między innymi na podstawie wielokrotnych dłuższych bądź krótszych pobytów w Chinach kontynentalnych oraz w Hongkongu i na Tajwanie. Chociaż niewątpliwie odwiedził wiele zakątków czuć, że większość czasu spędził jednak głównie na północy i na wschodnim wybrzeżu, tj. w Pekinie, Tianjinie i Szanghaju. Sam zresztą wielokrotnie wspomina właśnie o tychże miastach.
Chongqing bez makijażu
Jako osoba, która osiadła w Chinach południowo-zachodnich, obserwuję niektóre sprawy nieco inaczej. Przykładem może być wspomniany przez autora wprowadzony w 2011 roku zakaz palenia, do którego Chińczycy mieliby rzekomo się stosować.
[kliknij poniższe obrazki, aby je powiększyć]




Mogę jedynie pozazdrościć, że w takich miastach jak Szanghaj zakaz ten rzeczywiście się respektuje (i to już od tylu lat!). W Chongqing niestety nadal w większości miejsc wędzimy się w dymie papierosowym. Wchodząc do restauracji, zawsze słyszę w głowie słynny tekst z Kariery Nikosia Dyzmy: Już napalone! Zakazu przestrzega się jedynie w pociągach ala pendolino, dużych galeriach handlowych oraz co elegantszych restauracjach. Również zwyczaj rzucania pod stół zużytych chusteczek i obgryzionych kości wcale nie odszedł do lamusa.
Takich przykładów znajdzie się jeszcze kilka, ale nie jest moją intencją wytykanie nieścisłości. Chiny są przecież ogromne i zmieniają się niezwykle szybko. Nie sposób więc trzymać rękę na pulsie i wiedzieć co się robi i o czym się rozmawia w każdym mieście. Autor zresztą wiele razy pokornie zaznacza, że wiele jego postrzeżeń jest czysto subiektywnych.
Podsumowanie
Pomimo kilku rozbieżności, po przeczytaniu książki (oraz na podstawie tego co ja widzę i wiem) mogę powiedzieć: Tak, Chiny właśnie takie są. „Chiny bez makijażu” nadal pozostają pozycją must read dla wszystkich osób zainteresowanych Państwem Środka. Książka wciąż jest właściwie aktualna. Niemniej po cichu liczę, że za jakiś czas autor zaskoczy nas wydaniem 3. i jeszcze świeższym spojrzeniem na dzisiejsze Chiny.
Daughter of the Light – recenzja filmu
Żyć! — recenzja książki
Zobacz również